logowanie
rejestracja
Słaby człowiek przegrywa
Syn wroga ludu
Trzeba kopać w tyłek
Kura, co znosi złote jaja
Warto spotkać się ze sobą
Wierzę w miłość
Mówi Robert Korólczyk, kabareciarz, założyciel Kabaretu Młodych Panów
Z WYKSZTAŁCENIA JESTEM... MECHANIKIEM SAMOCHODOWYM. Mam nawet dyplom. W zasadzie to był przypadek, a nie świadomy wybór. Po podstawówce chciałem pójść do szkoły średniej. Ale to były inne czasy, przy przyjęciu obowiązywał tak zwany konkurs świadectw. A że w szkole podstawowej uczyłem się tak sobie to moje świadectwo w konkursie nie wygrało. Co miałem robić? Zapytałem kolegę gdzie się wybiera do szkoły i razem z nim poszedłem do zawodówki. I tak zostałem wykwalifikowanym mechanikiem. Co prawda w zawodzie zbyt długo nie popracowałem, ale zawsze dokument mam. A, i jeszcze przed liceum byłem 7 miesięcy w technikum chemicznym, więc jak trzeba i bombkę zrobię.
W ŻYCIU ROBIŁEM ZRESZTĄ NAJRÓŻNIEJSZE RZECZY. Byłem tapeciarzem, barmanem, strażnikiem miejskim, a nawet urzędnikiem. Pracowałem w Urzędzie Miasta w Świdnicy (gdzie do dziś mieszkam), w wydziale komunikacji. Handlowałem też butami, jak słynny Al Bundy z serialu. Ale przez cały ten czas towarzyszył mi kabaret. Tyle tylko, że to było przy okazji. Na początku kabaret to było moje hobby. A bardzo chciałem żyć z kabaretu, chciałem przede wszystkim zajmować się kabaretem i cały czas do tego dążyłem. Szukałem osób podobnie myślących. I tak powstał Kabaret Młodych Panów.
NA POCZĄTKU JESZCZE KAŻDY Z NAS MIAŁ INNĄ PRACĘ, ale szybko okazało się, że nie da się tego pogodzić. Bo albo zawalaliśmy jedno albo drugie. Trzeba było podjąć decyzję, rzucić się na głęboką wodę. Dla nikogo z nas to nie było łatwe. Dla mnie tym bardziej, że mieszkałem już wtedy w Świdnicy i miałem rodzinę. To jeszcze bardziej komplikowało sprawę. Niektórzy mówili, że nic z tego nie wyjdzie, bo ja mieszkam w Świdnicy, a oni w Rybniku. Ale jakoś, mimo tych wszystkich przeszkód, powstał pierwszy program.
„Zdarzało mi się już, że podchodzili do mnie ludzie i pytali po śląsku: „Ty, kaj żeś robił?” albo kiedyś przechodziłem w Rybniku przez rynek i ktoś wołał za mną: „Andrzej, idziesz na gruba?!”
NA POCZĄTKU BYWAŁY TAKIE MIESIĄCE, ŻE NIE GRALIŚMY TYLE ILE BYŚMY CHCIELI. Nie poddawaliśmy się, bo wiedzieliśmy, że trzeba czasu, ciężkiej pracy, dobrego zarządzania. I że to wszystko przyniesie dobre owoce. Zresztą cały czas pracujemy, od sześciu lat, piszemy cały czas skecze – jedne lepsze, drugie gorsze, ale one powstają. Powstają programy. Najnowszy nasz program miał mieć premierę w kwietniu, ale z przyczyn od nas niezależnych musieliśmy ją przenieść na wrzesień. Ale niektóre skecze z tego programu już teraz gramy. Inne będą premierowe.
W NOWYM PROGRAMIE POJAWI SIĘ TEŻ NOWA ODSŁONA PANA ANDRZEJA, górnika, którego gram od jakiegoś czasu. Pojawi się też kolejny górnik - kompan pana Andrzeja, w którego wcieli się Łukasz, a reszta niech już będzie tajemnicą. Postać Andrzeja zaczęła już żyć własnym życiem. A co najlepsze, wiele osób jest przekonanych, że zagrałem pana Andrzeja, bo kiedyś... pracowałem w kopalni. A ja pod ziemią byłem tylko raz w życiu, na wycieczce. Ale wychowałem się w rodzinie górniczo-kolejarskiej w Niedobczycach, wielu moich kolegów to górnicy, więc mam dużo obserwacji, powiedzonek zaczerpniętych od autentycznych górników.
POSTAĆ ANDRZEJA JEST W SPOSÓB SZCZEGÓLNY ODBIERANA NA ŚLĄSKU. Zdarzało mi się już, że podchodzili do mnie ludzie i pytali po śląsku: „Ty, kaj żeś robił?”. Albo kiedyś przechodziłem w Rybniku przez rynek i ktoś wołał za mną: „Andrzej, idziesz na gruba?!” To mi pochlebia, bo jest dla mnie dowodem, że stworzyłem postać na tyle autentyczną, że ludzie ją w taki właśnie sposób kojarzą. Tak zwaną sławą i sukcesem łatwo jest się zachłysnąć. Trudno natomiast zachować zdrowy rozsądek, gdy zaczyna się dobra passa. Zawsze jest pokusa, żeby wykorzystać swoje pięć minut niezależnie od ceny jaką przyjdzie za to zapłacić.
MY MIELIŚMY TAKI CZAS W 2008 ROKU. Wygraliśmy wszystkie możliwe festiwale i konkursy, zagraliśmy ponad 200 razy przed publicznością. W dodatku ja nagrywałem wtedy program do telewizji jako prowadzący. Wydawało się, że powinniśmy być najszczęśliwsi na świecie. I wtedy okazało się, że jesteśmy tak wypompowani, że granie już nie sprawia nam radości. Postanowiliśmy wyhamować zamiast odcinać kupony od popularności.
TO NIE BYŁO ŁATWE – NAUCZYĆ SIĘ ODMAWIAĆ, nie zagrać kolejnego koncertu tylko zaszyć się i zacząć tworzyć nowy program. Ale zrobiliśmy to. Było warto. Bo można zagrać dla pustej widowni i zgarnąć za to ustaloną wcześniej kwotę. Tylko co z tego? To co naprawdę daje radość i satysfakcję to grać dla pełnej widowni, która reaguje na nasze skecze, która czeka na swoje ulubione skecze. Wtedy jest się w stu procentach spełnionym jako tak zwany artysta kabaretowy. Ale wiem, że to jest zapłata za naszą ciężką pracę.
Robert Korólczyk jest rybniczaninem, obecnie mieszka w Świdnicy. Współtwórca Kabaretu Młodych Panów. Wcześniej związany był z kabaretem DuDu i kabaretem Nic. Jest dyrektorem artystycznym Rybnickiej Jesieni Kabaretowej. Od października 2007 do czerwca 2008 roku prowadził teleturniej „Czy jesteś mądrzejszy od 5-klasisty?” emitowany w TV Puls.
Wysłuchała: Karina Sieradzka