logowanie
rejestracja
Dubravka Ugrešić: „Życie jest bajką”
Eduardo Mendoza: "Niewinność zagubiona w deszczu"
Rozpoznać chorobę
Szymon Hołownia: "Ludzie na walizkach"
Kacper Śledziński: "Czarna kawaleria"
To podstępna choroba
Joanna Czerny
28 lipca 2011 15:15, aktualizacja 28 lipca 2011 15:15
Tunezja jest krajem niezwykłym i wciąż, niestety, niedocenianym przez wielu turystów. Osoby, które jadą do Tunezji i dwa tygodnie spędzają na plaży, w hotelowym basenie, urozmaicając sobie czas pobytami w hotelowej restauracji, nie mają pojęcia, ile atrakcji kryje ten kraj.
Kto jednak zdecyduje się wytknąć nos poza hotel, może być pewien, że przeżyje niezapomniane wakacje. To co na samym początku uderza Europejczyka, to zupełnie odmienna kultura. Wszak Tunezja jest krajem mocno ucywilizowanym, ale wciąż jednak arabskim. Zakupy robi się tu głównie w medinach, starych częściach miast, gdzie królują suki, arabskie targowiska. Na początku suk może być przeżyciem mocno stresującym dla europejskiego turysty, nieprzyzwyczajonego, że na każdym kroku zaczepia go sprzedawca i wciska do ręki mnóstwo niepotrzebnych przedmiotów. W dodatku targowiska usytuowane są w wąskich uliczkach, nie zawsze jest tu najczyściej. Z czasem jednak można przyzwyczaić się do specyfiki tunezyjskiego handlu i nawet zacząć się targować. Ale, o ile na targowisku kupimy prawie wszystko, od jedzenia po orientalne ozdoby i ubrania, jednego możemy być pewni: alkoholu tu nie dostaniemy.
Jedyne miejsca, gdzie sprzedaje się alkohol to supermarkety na obrzeżach miast. Przy czym, jeżeli będziemy mieli pecha i trafimy na ramadan, alkoholu nie kupimy nie tylko w markecie, ale w żadnym lokalu nikt nie sprzeda nam ani pół szklanki piwa. W czasie ramadanu w ogóle wiele knajp i restauracji jest zamkniętych, bowiem Tunezyjczycy przez całe dnie poszczą. Nie jedzą, nie piją, nie palą, nie wolno im też uprawiać seksu. W czasie ramadanu turyści rzeczywiście lepiej poczują się więc w hotelu, który znajduje się zwykle w tzw. strefie turystycznej. Tu ramadan nie obowiązuje.
„Największa atrakcja podczas wyprawy na pustynię to oczywiście przejażdżki na wielbłądach w głąb Sahary. Tylko tam pustynia jest taka, jaką znamy z telewizji, czyli piaszczysta”

fot. Archiwum redakcji
Będąć w Tunezji koniecznie trzeba zobaczyć Saharę. W każdym biurze podróży takie wyprawy są organizowane. Zwiedzanie czegokolwiek w Tunezji na własną rękę nie wchodzi raczej w grę, bo obowiązują tu ofi cjalne „państwowe” trasy turystyczne, z których raczej nie należy zbaczać. Wyprawa na pustynię trwa dwa dni, nocleg przygotowany jest zwykle w jednym z hoteli w pustynnej oazie. Oazy bowiem to nie kilka drzew na pustyni, ale potężne obszary, gdzie uprawia się daktyle, cytrusy i warzywa. W nocy wcale temperatura nie spada tam blisko zera, tak jak na pustyni, ale jest potwornie gorąco. Na szczęście, wszystkie hotele mają klimatyzację. Największa atrakcja podczas wyprawy na pustynię to oczywiście przejażdżki na wielbłądach w głąb Sahary. Tylko tam pustynia jest taka, jaką znamy z telewizji, czyli piaszczysta. Wbrew bowiem powszechnej opinii, pustynia to wcale nie sam piasek. W większości pustynia to zaschnięta skorupa. Jej ogromna przestrzeń robi potężne wrażenie. Część podróży przez pustynię odbywa się w jeepach. Kierowcy z wprawą pokonują trasę, wioząc przerażonych turystów po wysokich wydmach. Część drogi przebiega przez fragment słynnej trasy rajdu Paryż-Dakar. Po drodze wszystkie samochody obowiązkowo robią przystanek przy niezwykłej skale nazywanej szyją wielbłąda. Niezapomnianym przeżyciem jest też wizyta w miasteczku z „Gwiezdnych wojen”. Wiele lat temu kręcono tu fi lm, elementy scenografii zostały do dziś na Saharze.
TRZEBA WIEDZIEĆ
Lot do Tunezji trwa prawie 3 godziny, większość biur podróży korzysta z tunezyjskich linii lotniczych, są to w większości przeloty czarterowe. Zaskoczeniem dla wielu turystów są wręczane w samolocie druczki „meldunkowe”. Trzeba je wypełnić w języku angielskim lub francuskim, podając m.in. swoje dane osobowe, zawód, namiar na hotel, w którym będziemy przebywać w Tunezji. Druczki trzeba oddać celnikowi na lotnisku, bez tego nie zostaniemy wpuszczeni do kraju.
W samej Tunezji dość sprawnie funkcjonuje komunikacja autobusowa, często jednak autobusy są tak zatłoczone, że warto trochę dołożyć i skorzystać z „żółtej” taksówki. Trzeba jednak się przygotować na to, że tunezyjskie taksówki niewiele mają wspólnego z naszymi. Są w fatalnym stanie. Kierowcy bywają nieobliczalni, nie liczą się ze znakami drogowymi i z ograniczeniami prędkości.
Walutą obowiązującą w Tunezji jest dinar tunezyjski. Nie można go kupić w Polsce. Do Tunezji należy więc zabrać dolary lub euro, na dinary można je wymienić w każdym hotelu bez prowizji. Trzeba jednak to robić ostrożnie, bo z Tunezji z kolei nie można wywozić dinarów. Jeżeli po wakacjach zostanie nam ich trochę, można je z powrotem wymienić na lotnisku, przed wylotem z Tunezji. Jednak z większą ilością będziemy mieli problem.