o nas reklama redakcja

OSTATNIE TEMATY Z DZIAŁU "Reportaż"






Przez żołądek do serca

Karina Sieradzka
28 lipca 2011 16:55, aktualizacja 28 lipca 2011 16:55




— Oczywiście że potrafię gotować. Przez wiele lat byłem kawalerem, więc musiałem się nauczyć. Mało tego, to ja nauczyłem gotowaćmoją żonę, choć ona oczywiście mówi że to nieprawda — śmieje się Antoni Motyczka, senator i współwłaściciel restauracji „Gościnny Dom” w Rydułtowach. — Tak, kawaler musi wszystko umieć — dodaje ks. Konrad Opitek, proboszcz w parafii pw. św. Jerzego w Rydułtowach. Obaj panowie są autorami przepisów kulinarnych zawartych w wydanej właśnie książce „Męskie spojrzenie na wielkie maszkiecenie w Rydułtowach”.




fot. Depositphotos

Wszystko zaczęło się tak naprawdę rok temu, gdy powstał pomysł wydania książki „Wielkie maszkiecenie w Rydułtowach”. W pierwotnym zamyśle miał to być zbiór przepisów z Rydułtów i regionu, którymi miały się podzielić panie z Towarzystwa Miłośników Rydułtów. Realizacją pomysłu zajęli się Krzysztof Jędrośka, sekretarz miasta oraz jego żona Bogusława Jędrośka, na co dzień prowadząca firmę reklamową. To na nią, jako na autorkę książki, spadł główny ciężar przygotowań. — Gdy powstał pomysł, wszystkim bardzo się spodobał. Najpierw była wielka euforia, ale wkrótce okazało się, że wcale nie jest tak łatwo — mówi Krzysztof Jędrośka.

PANOWIE GOTUJĄ

Problem pojawił się, gdy w ręce Bogusławy Jędrośki trafiły pierwsze przepisy. Okazało się, że większość z nich nijak nie pasuje do koncepcji przepisów na potrawy regionalne. No bo jak zakwalifikować jako potrawę regionalną pizzę czy kurczaka w miodzie? Wobec tego koncepcja nieco się zmieniła. Zamiast przepisów rydułtowskich zaczął powstawać spis przepisów przekazanych przez rydułtowskie rodziny. Czyli to, co na co dzień jada się w Rydułtowach. Niezależnie od tego czy są to przepisy regionalne czy też nie. — Dzięki temu w książce znalazło się aż 120 przepisów. Nie wymyślilibyśmy z pewnością tyle potraw regionalnych. Każda z rodzin dzieliła się tym, co najlepsze. Trafiły więc do książki wyłącznie wypróbowane przepisy. To dzięki temu mogę z czystym sumieniem zapewnić, że każdy przepis z tej książki na pewno wyjdzie — mówi Krzysztof Jędrośka.


„Księdza proboszcza nietrudno było namówić do współpracy. — Jak to mówią: przez żołądek do serca. Oczywiście do serca parafian — komentuje ks. Konrad Opitek”




fot. Depositphotos

Książka okazała się wielkim hitem. Wkrótce jednak o swoje prawa w kuchni upomnieli się... panowie! Rydułtowianie zaczęli pytać dlaczego w książce prawo do gotowania przysługuje wyłącznie paniom. Stwierdzili, że oni w tej kwestii także mają sporo do powiedzenia. I tak powstał pomysł kontynuacji kulinarnego wydawnictwa w postaci książki „Męskie spojrzenie na wielkie maszkiecenie w Rydułtowach”. — Oczywiście, że umiem gotować! I lubię. Najbardziej potrawy z grzybów. Jestem zapalonym grzybiarzem, tygodniowy wyjazd na grzyby to dla mnie od lat najlepszy urlop. Za nic bym z tego nie zrezygnował — mówi senator Antoni Motyczka, który w książce podzielił się m.in. przepisem na bryzol wołowy z kurkami. Senator zna się na grzybach, potrafi je przyrządzać pod najróżniejszymi postaciami. Suszy je, smaży, zaprawia do słoików. — Zresztą gotuję różne rzeczy. Nauczyłem się gotować wiele lat temu z konieczności, gdy byłem samotnym kawalerem. Miałem możliwość korzystać ze stołówki, ale jedzenie nie było tam najlepsze — mówi Antoni Motyczka.

WYCHODZONE PRZEPISY

— Już podczas przygotowywania pierwszej książki ogłaszaliśmy, że czekamy na przepisy mieszkańców. Tym sposobem pozyskaliśmy część przepisów. Jednak przy obu książkach większość to tak zwane przepisy „wychodzone”. Autorów znajdowaliśmy w różny sposób. Część z nich to osoby publiczne, które poprosiliśmy o pomoc w przygotowaniu książki. Wsparli nas swoimi przepisami m.in. senator Antoni Motyczka, Lucjan Szwan, przewodniczący rady miasta, ks. Konrad Opitek, proboszcz parafii pw. św. Jerzego, ks. Bogdan Rek — wylicza Krzysztof Jędrośka. Księdza proboszcza nietrudno było namówić do współpracy. Choć mówi skromnie, że jego udział w publikacji jest znikomy, bo podzielił się zaledwie dwoma przepisami. To przepis na paschę śmietankowo-kakaową i na eklerki farorza. — Jak to mówią: przez żołądek do serca. Oczywiście do serca parafian — komentuje proboszcz. Bardzo często autorów doskonałych przepisów, wielkich pasjonatów gotowania udawało się odkryć przypadkowo. Tak było z przewodniczącym rady miasta, który z racji pełnionej funkcji został poproszony o przepis.

PIWNICA PEŁNA WINA

— Po tygodniu zadzwonił, żeby go odwiedzić. Okazało się, że przygotował degustację. Jedenastu potraw! I wtedy dopiero dowiedziałem się, że on i jego żona to kulinarni eksperci. Że gotują, zapraszają na ucztowanie całą rodzinę. Wspólnie robią np. wyśmienite gołąbki. To znaczy żona obiera kapustę, a przewodniczący rady miasta robi resztę. Przygotowują tego ogromne ilości i potem częstują całą rodzinę. Gdy przyszliśmy na degustację tych 11 potraw, przewodniczący zaprosił swoich sąsiadów, państwa Studentów. Okazało się że pan Student jest zapalonym producentem wina. Na emeryturze znalazł sobie takie hobby. A zaczęło się od tego, że chciał uratować nieudane wino, które próbował zrobić jego syn. W jego piwnicy na specjalnych regałach jest 2 tysiące win. Więc następnym etapem była degustacja win u pana Studenta. A przy okazji okazało się, że jego żona gotuje pierogi, robi pyszne sałatki itp. Podobnych historii było sporo — opowiada Krzysztof Jędrośka.




fot. Materiały prasowe

Autorzy przepisów mieli dostarczyć zdjęcia swoich potraw. Okazało się to jednak zbyt trudne dla wielu osób. — Musieliśmy więc wspólnie z żoną sami przygotować, sfotografować, a potem zjeść po jakieś 80 potraw z każdej z książek! Dzięki temu mogę powiedzieć, że większość przepisów sami sprawdziliśmy — dodaje sekretarz miasta. Mówi, że sporo przepisów, które wypróbował, stało się jego ulubionymi. Zwłaszcza te z rozdziałów „na słodko”. — Swoje genialne przepisy dostarczyli nam do książki państwo Paprotni, którzy nie przekazali zdjęć. Chcąc nie chcąc zmuszony byłem spróbowac ich wypieków. Ich degustacja to była poezja. Zwłaszcza polecam sernik pływający. On znany też jest pod różnymi innymi nazwami, na przykład sernik rosa. Na jego powierzchni wydzielają się krople karmelu — wyjaśnia Krzysztof Jędrośka. Dodaje, że bardzo fajne są też przepisy Janiny Turek, na co dzień bardzo zapracowanej szefowej Rydułtowskiego Centrum Kultury. — Ona generalnie nie ma czasu na gotowanie. W związku z tym jej przepisy to pięciominutówki, zwłaszcza rewelacyjne są sałatki, na przykład sałatka z paluszkami krabowymi — mówi sekretarz miasta.

UJAWNIONA TAJEMNICA

Podczas przygotowywania pierwszej książki jedna z pań zaprosiła wszystkich do siedziby TMR, żeby pokazać, jak się robi jedną z potraw. Chodziło o ciasto drożdżowe. — Autorka miała nam przekazać przepis, ale uznała, że lepiej będzie jak przyjdziemy, ona nam to pokaże i zrobimy sobie notatki. To, co zobaczyliśmy na miejscu, było niezwykłe. Składniki były dosypywane „na oko”, a ciasto samo układało się na ręce jak zaczarowane. Próbowaliśmy robić zdjęcia podczas tego pokazu, ale wszystko działo się w takim tempie, że nie nadążaliśmy. I oczywiście przepisu też nie zanotowaliśmy — mówi Krzysztof Jędrośka. Dzięki „Wielkiemu maszkieceniu w Rydułtowach” światło dzienne ujrzał też tajemniczy przepis na ciasto wiśniowe, skrywany przez jedną z pań przez jakieś 20 lat.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

— Gdy ogłosiłem podczas spotkania pań w TMR, że będziemy wydawać książkę i czekamy na przepisy, jedna z pań zawołała mnie na stronę i powiedziała, żebym namówił panią Tosię Wieczorkową, żeby dała przepis, o który wszystkie koleżanki proszą ją od 20 lat. No więc poprosiłem ją grzecznie i przekazała. To słynny przepis na ciasto, które zawsze wszystkim smakowało, ale nie wiedzieli z czego ono jest! Fakt, to bardzo dobre ciasto z wiśniami. A okazało się, że cała jego tajemnica polega na dodaniu... czerstwych bułek. Ale jeżeli się tego nie wie, w życiu się człowiek nie domyśli — komentuje sekretarz miasta. Książka „Wielkie maszkiecenie w Rydułtowach” i jej druga część praktycznie są już nie do kupienia. Kilkaset egzemplarzy, które znalazły się w sprzedaży w promocyjnej cenie 10 zł za sztukę rozeszło się błyskawicznie. Trochę książek zostało jeszcze w urzędzie miasta. Ale nie są to egzemplarze na sprzedaż, służą jako materiały promocyjne miasta. I jako takie świetnie się sprawdzają. W związku z dużym zainteresowaniem powstał pomysł, żeby w przyszłym roku połączyć obie części książki, dodać coś nowego i wydać w jednym tomie.




POWIĄZANE TEMATY